Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/96

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    Doktorowie osłupieli, grabarz stał drżący, jeden szeptał drugiemu:
    — To ta dziewczyna, co była u niego, pamiętasz? musiała zwarjować! Nie traćmy czasu, bierzmy trupa i w nogi; no! na plecy go! — Dał znak grabarzowi; ten się zbliżył, chciał wziąść trupa, ale dziewczyna nie puszczała kochanka i groziła, okropnie zgrzytając zębami grabarzowi. Doktorowie stali i patrzali na to, iakby kto inny przyglądał się marjonetkóm. Dziewczyna ciągnęła sobie trupa, grabarz sobie; nie było ratunku. Stary uderzył ją silnie łopatą, żeby się jéj pozbyć, mrucząc pod nosem:
    — Będzie dwa zamiast jednego! —
    Dziewczyna krzyknęła boleśnie, młódszy doktor poskoczył, zgromił