Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/95

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jakichś ludzi, a trzeci równał mogiłę łopatą, mówiąc:
— E! Panie Doktorze! ani znaku nie będzie!
Trup jego był odarty do naga, ona rzuciła się na zimne ciało Antosia i krzyknęła, doktorowie poskoczyli ku niéj, grabarz cofnął się, jakby kto strzelił do niego.
— Kto to? —
— Kto? —
— W Imie Ojca!
A ona odezwała się: — Cha! cha! to ty, Panie Doktorze! przyszedłeś leczyć Antosia! o! on zdrów! ja go wyleczyłam; on spał dziś ze mną; my Pana nie potrzebujem. On zdrów, zupełnie zdrów, tylko śpi. —
Potém sciskała i całowała trupa.