Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/83

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


kości wyklejone były różane usteczka; lubię unosić się nad szczęściem, którego doznawał pan kochanek, kiedy ten kawał spróchniałéj kości leżał na jego łonie! Jakżeby teraz odskoczył, gdybym mu dał główkę jego kochanki, zimną, zapyloną, jak pustą klatkę po zdechłym ptaszku! Ta, którą on tak cenił, u mnie dziś leży pod stołem; w tym tronie myśli biegają pająki; w oczach, z których płomienie latały, dziś często w braku lichtarza stawiam świecę, w usta zatykam pióra, a jednak za życia pewniebym téj pięknéj trupiéj główce starał się szalenie przypodobać, jeśli tylko była ładna. Otóż co mogą marzenia o niebieskich migdałach: one czerep bezduszny ubarwiają i przemieniają w pię-