Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/56

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


jam milczał i warczałem tylko ze złości: ta mumja kościelna przerwała mi sen tak drogi w życiu nędznika! Potém spędził mnie z kupy śmiecia, żebym mu zamiatać samemu nie przeszkadzał. Stoczyłem się z niéj i położyłem na środku ulicy, a on krzyczał ciągle, żem pijak, łajdak, złodziéj; gniewał się, że musiał sam pracować. Ja leżałem jak kamień, jak kawał bruku na drodze. Zciemniało się, karéta jechała na bal, konie roztratowały, koła przesunęły się po mnie; jedno przedarłszy mi gębę, ztrzaskało zęby i wargi rozgniotło, drugie nogi połamało. Ja leżałem i nie jęknąłem nawet; myślałem, że umrę przecie.