Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/126

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


— Nie uwierzysz co ucierpiałem za to, żem się urodził z duszą z samych tonów złożoną, pragnącą pokarmu, harmonji, wyrywającą się za muzyką.
Walczyłem z nędzą, z obojętnością ludzi, z ich głupstwem; musiałem dla kawałka chleba przekształcać boskie tony tak, aby przecie uczuli je długiemi uszami swemi! Ach! co ja ucierpiałem! i dziś dopiéro los zesłał mi w tobie pociechę. Chwilkę przeżyjem razem. Ty nastrojony jesteś do mojéj duszy: będziem mogli grać razem i razem się unosić. Gdzież Rosa? —
I pobiegł, a jam pytał sam siebie, kto Rosa? może żona? może siostra? może synowica? może córka?
Wszedł; za nim szła kobiéta, Włoszka prawdziwa, z oczyma jak dwa o-