Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/124

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sucha prowadziła ją ozięble; lecz gdym o muzyce zaczął mówić z takim zapałem, z takim ogniem, na jaki tylko prawdziwy artysta zdobyć się może, ten mały jegomość powstał, wlepił we mnie oczy pełne ognia, westchnął silnie, porwał za rękę i wyprowadził z sobą tak nagle, żem się nie miał czasu z bankierem pożegnać.
Lecieliśmy nic z sobą nie mówiąc przez ulicę; on mię prowadził długo, długo, ażeśmy na Strada del Corso weszli, tu zatrzymał się przed małym domkiem, lichym z powierzchowności, stuknął, i stara baba drzwi nam otworzyła.
W ciągłém milczeniu, mała figurka zaprowadziła mię aż do pokoiku na górę. Tu odetchnęliśmy oba, a ja