Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Improwizacje dla Moich Przyjaciół.djvu/101

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    — A czego tam łazisz i izbę studzisz? Do Dobroczynności! Zamykaj! zamykajże! —
    Marysia jęknęła raz jeszcze; stary, czerwony mężczyzna w brudnym szlafroku wyleciał naprzeciw niéj, chciał łajać, spójrzał na piękną niegdyś twarz i stanął; ona jęczała, on słuchał; drzwi były odemknięte.
    — No! no! ogrzéj się — chodź! a drzwi zamknij! izbę studzisz! drwa kosztują drogo. Co ty za jedna? —
    Marysia weszła, stanęła u drzwi i tupała nóżkami; łzy jéj płynęły. Czerwony jegomość stał i patrzał, potém założył pióro za ucho i kręcąc głową zawołał:
    — Co ty za jedna? —
    Prócz jęku nie było odpowiedzi, a jegomość nie rozumiał jęków i