Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Gość nieznany.pdf/5

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

mi spocząć i zjeść cokolwiek? Zapłacę dobrze.
Wiaduch przybliżył się do płotu, pozdrawiając go:
— I bez zapłaty — rzekł. — Człek człeka głodnego od progu nie odpycha. Ale wy, panie, jak z twarzy i z sukni widać, ani w chacie dymnej odpoczywać nie zwykliście, ani jeść z glinianej misy drewnianą łyżką.
— Głód nie patrzy misy, a zmęczenie strzechy i posłania nie wybiera — rzekł dobrodusznie, stojący za płotem.
Gospodarz otworzył wrota i podróżny wszedł na podwórko, prowadząc ze sobą kulejącego konia. Wziął go zaraz parobek, bo mu żal było pięknego rumaka i ująwszy za