Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dziadunio.djvu/303

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    zaciągnięty do oddziału, gdyby się odciągnąć dał Niemcom... takżeby było niezgorzej. Zabiłoby go to na sławie i zaplątało w nowe komplikacye z rodziną. Jemu szło tylko o to, aby się na jakikolwiek sposób chłopak moralnie lub fizycznie zmarnował.
    Pojechał więc po niego sam do obozu i przywiózł go do Waldau.
    Jakim tu okiem zapatrywano się na całą sprawę polską, wyjaśniać nie potrzebujemy; radzca Stamm pogardliwie ruszał ramionami, nie wdając się nawet w argumentacje które uważał za zbyteczne... Powtarzał jedno i ciągle — że to jest polskie szaleństwo...
    Iza widziała to nieco inaczej, z kosmopolitycznego swego stanowiska i z fałszywych pojęć o feudalnej Polsce... i z uprzedzeń przeciwko katolicyzmowi, którego była nieprzyjaciółką jawną... wydawało się jej postępowanie Władka tem dziwniejszem, że w długich z nim rozmowach nigdy nie natrafiła na usposobienie fanatyczne... zawsze go bardzo postępowym znajdowała...
    Zaledwie w swym ubiorze obozowym Władek ukazał się w progu, gdy Iza tragicznie ręce załamane spuściwszy skinęła nań, aby szedł za nią