Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dziadunio.djvu/265

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    z okien na podniebieniu obitem czerwonem suknem stał szeroki fotel... który incognito tron podobno miał przedstawiać. Na ścianie przeciwległej portret Beniowskiego przez kaliskiego Winterhaltera jakiegoś malowany przedstawiał go za stołem, wśród dyplomów i papierów. Na jednym z nich stało dosyć wyraźnie — Magna Charta.
    W kącie był fortepianik Hanny na którym teraz rozłożony był śpiew brzmiący po kraju całym: Boże coś Polskę... Zresztą sprzęty skromne, ale kwiaty po wszystkich stołach, czysto, świeżo i wonno... Jakże się zdziwił a może i ucieszył Władek, gdy wchodząc po za Hanną dostrzegł stojącego Antka który na widok jego mocno się zarumienił.
    Spadł mu jakiś ciężar z serca, pomyślał że Hanna się nim zajmie, a jemu umniejszy to pokusy... Ale oczy Hanny nie zwróciły się na Antka nawet, goniły za ideałem, a usta jeszcze się uśmiechały.
    Professor zamyślony poszedł zająć swe krzesło. Nero położył się pod piecem, młodzież zebrała się do kupki.
    — Antek tu dawno? spytał Władzio.
    — Nie bardzo, odpowiedział Siekierka — ale