Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dziadunio.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


wały może — kogo innego dawnoby one obaliły, on się krzepił i cicho znosił je po rycersku nie szukając z tego chluby. — Charakterem, co rzadko, stał równie jak umysłem wysoko... przeżył on i pochował wielką część swej rodziny, z rówieśników i przyjaciół został ostatnim... otoczony grobami... żył wszakże z nową generacyą umiejąc się pogodzić.
Rodzina z której Zegrzda pochodził stara była i niegdyś zamożna bardzo, ale Dziad po ojcu swym odziedziczył dobra ofiarami odłużone, złem gospodarstwem zniszczone... Gdy po wyposażeniu siostry ojcowskiej dostały mu się Rajwola, Zarębie i Krymno... trzy klucze obszerne... ludziom się zdało niepodobieństwem prawie, aby się mógł przy nich utrzymać. — Długów na nich z różnych epok i różnej natury było bez miary, grosza na polepszenie żadnego, kredyt trudny, budowle w ruinie, inwentarz nędzny... stan włościan okropny — najżyczliwsi Szambelanowi radzili mu pozbyć się dwóch kluczów, aby pozostać przy trzecim przynajmniej — i to nie bez — grzeszków. — Dziadek był naówczas bardzo młodym jeszcze, gdy zajrzawszy w inwentarze zobaczył iż dobra te od lat przeszło trzech set były w posiadaniu rodziny — żal mu się zrobiło puścić je na obce ręce. Ziemią wówczas