Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/211

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Ryszard podniosł głowę, kiwnął nią i rzekł z cicha.
— Znowu jestem na ziemi!
— Co on plecie? zapytał podróżny.
— Niesłyszałem — przebąknął metr ruszając ramionami — niesłyszałem.
— Ach! nacóż! mówił dalej obłąkany, z krainy nieskończoności znowu spadłem na tę ziemię? Czyliż mię co do niey przykuło, że się nigdy od niej wyrwać nie mogę? Leciałem tak prędko! Widziałem tyle cudów! Byłem już blisko mojej