Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/210

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

— Panie guwernerze! czy mój syn dawno choruje.
— Pan o tém lepiej zapewne wiedzieć musisz odemnie; przecież nie ma dwódziestu czterech godzin, jakeś go opuścił!
Nieznajomy przeżegnał się i spójrzał zdziwiony na metra, który ze złośliwym uśmiechem spoglądał także na niego.
— A czy dawno zwarjowałeś? zapytał potém nieznajomy. Nastąpiło milczenie, w którym, gdy przeciwnicy dwaj, oczekując tylko otwarcia kłótni, gotowali się na nią —