Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/209

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

oglądając w milczeniu, z wielką uwagą twarz i postać młodzieńca. Ryszard stał nieruchomy i prawie nieczuły, ręce miał na krzyż założone, twarz spuszczoną na piersi. Płaszcz podróżny spadał z niego niedbale, czapka zasłaniała czoło i oczy, a prócz głośnego oddechu innego znaku przytomności nie dawał. Metr małego wzrostu, z rozczochraną głową, z tabakierą w ręku, blade lice swoje wykrzywił drwiącym uśmiechem. Nieznajomy poruszał kiedy niekiedy ramionami i w końcu się odezwał.