Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/146

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

czytelniku, że w szczególniejszém byli położeniu!
Przerwał zamysły gospodarz równie zdziwiony i wyrzekł: — Niech Pan idzie dalej, dość tu jest miejsca dla obydwóch, są dwa łóżka, cztéry krzesła, ławeczka i komoda. Stancya ciepła jak w uchu, wilgoci nie ma; okna podwójne — wszelka wygoda — niech Pan idzie. Puszyński mimo gwałtownego bicia serca, postąpił z powierzchownością spokojną, ku środkowi, a Pan Talarko wstając z krzesła i unikając go rzekł głośno.