Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Dwa a dwa cztery.djvu/139

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

szych poetów, pięknąby można odę napisać, pokryty był białym jak śnieg fartuchem. Mała, ciemno-zielona, wytarta kurtka, obciśle do ciała przystająca, zdawała się być strojem od kilkudziesiąt lat używanym, a połyskujące, pękate flaszki, o których już mówiłem, dodawały wiele ważności tej okrągławej postaci, niosącej przy tém pęk kluczów i szczątki starożytnej miotły. W jednej z gościnnych stancyj drzwi były na roścież otwarte, okno z wiatrem poruszało się tu i ówdzie, a służący jakiś niepoczesnej miny układał