Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Cześnikówny.djvu/153

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.

    o nim wiedziéć mogła. Trzeba było takiego nieszczęścia, ażeby w chwili gdym go miał aresztować, ona mu się za oknem ukazała... Strzelił bez namysłu — zabił ją na miejscu. Krył się od dawna na Leśniczówce.
    Proboszcz załamał ręce.
    — Niezbadane wyroki Boże — rzekł... wszystko się składało na krwawy koniec téj historyi — Bóg osądzi! Bóg osądzi...
    Ze łzą w oku zbliżył się starzec do generała. — Nie znam was, dodał — anibym śmiał dyktować sumieniowi waszemu jak ma postąpić — pomnij pan jednak byś świadczył nie na potępienie człowieka, ale jak na uratowanie obłąkanego brata.
    Hochwarth skłonił się nie odpowiadając... W chwilę potém tłum mieszczan przeprowadzał wóz, ostawiony strażą, aż do rogatek... Generał zwolna jechał z tyłu posępny i milczący, z cygarem w ustach...
    Gruchnęła wieść po całém sąsiedztwie, a można sobie wystawić jakie uczyniła wrażenie. Tegoż dnia ciało nieszczęśliwéj Cześnikównéj przywieziono do miasteczka, a do niego zebrało się co żyło, aby je oglądać. Ci co się nieraz urągali z żyjącéj, gdy śpiewając skakała pół obłąkana pod sienią u Chaima, szli teraz ze łzami oglądać zwłoki, i litowali się losowi nieszczęśliwéj. Znalazł się znowu ten sam szlachcic, który ją nieraz z rąk tłumu ratował, ofiarując się sprawić trumnę i pogrzeb. Z mieszczan każdy śpieszył z jakimś datkiem dla umarłéj.
    Rzadko bogatym i możnym taki się pogrzeb ludny trafia — jakim był Cześnikównéj. Wybiegli nań wszyscy... Kobiéty trumnę przysypały kwiatkami, wykopano dół na ustroniu pod brzozą, i tak po niéj szlochały kobiéty, jakby teraz dopiéro los jéj ciężki poczuły... Bractwa, świéce, chorągwie — wszystko co do najwspanialszych pogrzebów wiejskich należy, znalazło się teraz dla Cześnikównéj. Staruszek proboszcz prowadził kondukt i zamiast mowy nad mogiłą, chustką otarł łzy, które mu z oczów płynęły...
    Cyrkiewicz przerażony, uciekłszy do Brończéj, tu dopiéro rozmyślać zaczął co mu czynić należy. Poleciał natychmiast do Dygowskiego... Ten już wiedział o wszystkiem, bo wieść się piorunem rozbiegła, był niespokojnym bardzo. Doszło go bowiem wprzódy, że generał cóś poodkrywał a to dla niego nieprzyjemne może sprowadzić następstwa.
    Zafrasowany wielce odprawiwszy Cyrkiewicza do domu, aby poszlaki narad z nim nie było, sam pośpieszył do miasta, aby ratować jeśli się da Skórskiego, lub z generałem się rozmówić, dopóki czas był