Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom I.djvu/79

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

Dembor, ty mi chyba interesa wasze trochę wytłumaczysz, w jakim one stanie?
— Tak, i ja i Michaś ze mną, on to tak dobrze jak ja wie już, kochany wuju.
— Wiele macie długów? przerwał nielitościwy badacz, zakładając po napoleońska ręce na piersi.
— Mamy towarzystwo na całym majątku — odparła Anna, nadpłacone, jak wujowi wiadomo, prócz ostatniej raty która zaległa.
— O! o! źle że zaległa.
— Śmierć mamy.
— A więcej?
— Sto tysięcy jeszcze jest w jedną rękę prywatnego długu, a trochę drobnych... ale tych policzyć nie mogłam.
— A szacunek majątku?
— Tego ja wujowi nie powiem, bo się na tem nie znam, ani Michał także...
— Miarkując z towarzystwa, nie wiele wam zostało, rzekł powoli spekulator, towarzystwa parę kroć, sto prywatnych które się nie umarzają, może drugie sto drobnych o których dobrze nie wiecie... bardzo wam mało zostanie czystego.
— Dla nas dwojga, zawołała Anna — tyle co mama miała, kochany wuju, to aż nadto! nam wiele nie potrzeba... na cóż nam więcej?
— Dzieci! uśmiechnął się chłodno pan Dembor, alboż może być nadto majątku? No! ale nie ma czego rozpaczać, przy silnem gorpodarstwie i oszczędności wyjść byście z tego mogli.
— Matka nasza, odezwała się Anna, wzięła interesa po ojcu w daleko gorszym stanie — spłaciliśmy parękroć stotysięcy oszczędnością.
— Można było spłacić wszystko i jeszcze się dorobić, przerwał Dembor — majątek prześliczny, powiem wam nawet że szacunek jego daleko jest większy niż się dziś zdaje, byleby umiejętnie wziąć się do niego. Na to potrzeba człowieka fachowego. Matka wasza nigdy mnie w tem słuchać nie chciała, a u nas reformy konieczne, jeśli się co ma zrobić. Fabryki, płodozmian,