Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Choroby wieku tom I.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

z magazynu mód przy pięknym obrazie, coś sztucznego, cudzego, pożyczanego, uderzało w niej i odpychało. Piękna bardzo, zadziwiającej doskonałości rysów i kształtów, nie mogła się podobać, bo nic w niej nie zdradzało czem była w istocie, przybraną miała postawę, wyuczone ruchy i słowa, zdawała się o to tylko lękać, żeby nie być sobą. Anna przy niej swobodna, ogorzała wieśniaczka, śmiejąca się i płacząca co chwila jak Bóg dał, czem serce wezbrało, żywa, nie wymuszona, szczera, nie ukrywająca się z niczem, nie obawiająca siebie — jak istota z krwi, ciała i ducha przy drewnianym posążku, wydawać się musiała obok siostry. Michał nie umiejący także przymusić się do dobrego humoru gdy był smutny, milczał z sercem ściśnionem od chłodu.
Tymczasem pani Demborowa która nikogo wypuścić nie mogła, żeby przed nim nie rozpostarła się z wielkością swoją, już zaraz, niby przypadkiem, półsłowami poczynała opowiadać z pełności myśli, to co domowi po stokroć wprzódy słyszeli, a co na świeżo przybyłych pewne wrażenie uczynić jeszcze mogło. Skarżyła się na nawał prac literackich, na nieznośne naleganie księgarzy i wydawców, na ciężkość posłannictwa swego, na nieustanny trud w którym żyła, na obowiązki jakie zaciągnęła dobrowolnie, i wzdychała do potrzebnego dla zdrowia spoczynku, choć wyglądała jak róża, świeżo i rumiano. W ten sposób zaraz na wstępie odmalowała się przed gośćmi swemi w dosyć dobitnych barwach, ażeby ją ani na chwilę za pospolitą kobietę wziąść nie mogli.
Anna słuchała w milczeniu, Michał chmurny i niespokojny, Emilja w pół uśmiechnięta i roztargniona — dla niej było to nie nowe!
Tymlo tylko nie przychodził — nikt bowiem nie śmiał zapukać do ogrodowego domku i oznajmić mu o przybyciu krewnych, do których nie miał powodu się spieszyć.
On właśnie od dni kilku ważył i przeważał myśl ojcowską, ujęcia w silną dłoń interesów i gospodarstwa