Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Całe życie biedna.djvu/163

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    149

    — Cztéry konie do karety, w ten moment!
    Sługa się wahał.
    — Słyszysz! w ten moment, krzyknął Pan Mateusz, inaczéj nauczę posłuszeństwa.
    — Ale jakże ja mogę wyjechać? rzekła drżąc Ciotka — to być nie może!
    — Chceszże Ciocia męczyć się z nim i spokojnéj nawet nie mieć starości, dla tego że ten bezecny człowiek uwiodł ją, podszedł i zdradził, dla tego, że jesteś jego żoną? Maszże go szanować i być mu za to wdzięczną? Ja jestem w prawie i obowiązku oswobodzenia jéj!
    Tak mówiąc wyglądał niespokojnie oknem czy powóz nie zachodził, a Ciotka ubierała się posłuszna w drogę, nie mając siły oprzeć mu się.
    Nareście zaturkotała kareta, a P. Mateusz podał jéj rękę.
    — Radzę zabrać pieniądze, obligi i precjoza, rzekł, zda się to na process, a ten bezecnik przez zemstę, mógłby papiery poniszczyć — a resztę przywłaszczyć?
    — Ja nic nie mam, odpowiedziała Ciotka —
    — Jedźmyż! rzekł P. Mateusz, wyprowadził ją w ganek, podał rękę do karety i siadłszy już