Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Całe życie biedna.djvu/153

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    139

    bre nowiny po kropelce dawać się powinny, a złe trzeba łykać jak lekarstwo.
    — Nie mam siły powiedzieć ci o tém?
    — Cóż? umarł kto? Nie bój się ja się niczyją śmiercią niezmartwię? Cóż to jest? nie dręczże mnie!
    — Podkomorzyna — poszła za mąż!
    — Co! co! Za mąż poszła! A toż co? to bajka! Sędzia żartuje sobie ze mnie, za kogoż? Ja tego niepojmuję, to chyba mistyfikacja.
    — Najprawdziwsza prawda, odpowiedział Sędzia spokojnie, wiem o tém od Wikarego, który za indultem ślub dawał. Wczoraj wieczór błogosławił ją i Bałabano —
    — Bałabanowicza! Bałabanowicza! tego łotra! wrzasnął okropnie P. Mateusz. Ona poszła za tego szubienicznika! to być nie może. Ktoś z ciebie żartował panie Sędzio! To chyba trzeba nieznać Podkomorzynéj, ona co tak wysoko ceni przyzwoitości, miałaby pójść za swojego sługę!
    — Pokazuje się, że wyżéj ceniła Pana Bałabanowicza, niż wszelkie przyzwoitości, kiedy się to stało.
    W téj chwili weszła Anna, a mąż ją powitał