Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Całe życie biedna.djvu/106

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została uwierzytelniona.
    92

    bolewając nad losem panny, trzeci przecząc złośliwie. Ci ostatni należeli do kategorij odprawionych z kwitkiem przez Podkomorzynę.
    U proboszcza, dokąd parafijanie zbierali się zawsze na przekąskę i plotki, o tém tylko była mowa. Każdy swoje wiadomości drugim komunikował, szeptano, śmiano się, ruszano ramionami i dzięki nowemu przedmiotowi, zabawiono dłużej nad zwyczaj w plebanij.
    Tym czasem kareta Podkomorzynéj i powozy Sędziego i Mateusza, wtoczyły się w dziedziniec Złoto-Wolski. Było już po południu, zatém obiad gotów i immediate, usiedli do stołu. — Rozmowy były nudne, sztywne jak mieszkańce Złotéj-Woli i bez duszy. Dopiéro gdy Podkomorzyna przebudziła się i weszła do sali, z całą paradą nastąpiło wobec panny Anny oświadczenie. Podkomorzyna ze wszelką przyzwoitością i powagą, ani spójrzawszy na Annę, oświadczyła panu Mateuszowi, że go przyjmuje. Zostawało mu tylko podziękować, upadł więc do nóg jak należało pani Podkomorzynie primo loco, następnie Pannie Annie. Anna była milcząca, blada i łzami zalana, przez cały czas słowa nie wyrzekła, ale gdyby był na nią