Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Było ich dwoje.djvu/85

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.

wprzódy kręcili, posypali się w konkury — aż śmieszno było.
Zdawało się jakby dopiero teraz dopatrzyli się że była piękną, roztropną i miłą.
Maryś ramionami ruszała, ani chcąc patrzeć na żadnego.
Był między nimi jeden dziedzic wsi przylegającéj do Kraskowa, który łowczemu i jéjmości do nóg padał, aby mu pomagali i swatali, chłopiec jak dąb i, co się zowie, przystojny.
Maryś, gdy na nią nalegano, wręcz powiedziała, że naprzód po nieboszczyku rok i sześć niedziel żałobę nosić będzie, a potém — ma już narzeczonego.
Jakoż, natychmiast list napisała do Staszka, aby przyjeżdżał, ale o wiosce swéj nie wzmiankowała ani słowa.
Pismo to poszło przez umyślnego posłańca do Wólki.
Na odpowiedź czekać musiała blizko dwa tygodnie...
List, który jéj przywieziono, był dziwny; bo, naprzód, nie pisał go Staszek sam, lecz obca ręka głucho jakoś donosiła, iż cokolwiek chory jest, i gdy pozdrowieje, starać się będzie przyjechać.