Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Bracia rywale.djvu/47

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


od kratek, a znano go z tego, iż prawo na palcach umiał, i radzono go się też chętnie. Dom był zawsze pełen mecenasów, regentów i gości. Szczęściem państwo Sniehotowie dzieci nie mieli a fortunę znaczną, która na te fantazye starczyła.
Sam pan starosta człek wzrostu bardzo słusznego, chudy, kościsty, trzymał się zawsze prosto, głowa do góry, czuprynę nosił mocno podgoloną, i nastrzępioną, wąs też podstrzygał. Zwykł się był chętnie pod barki brać i ręce za pas zakładać, z czem mu było do twarzy i człek był prezencyi wielkiej. Przytem grzeczny niezmiernie, kłaniający się, wesoły, w komplementach przesadnych łacińskich wyegzercytowany i wymówny, anegdot różnych starych i nowych zawsze obfito miał w zapasie. Pić bardzo nie lubił, ale do kielicha, gdy było potrzeba, stanął, i tych co słynęli z tego, że czysto koło szkła chodzili, zawsze pobił. W domu, gdy obyczaj nakazywał, poił, sam wolał trzeźwym być. Tak samo z jedzeniem, nie gardził niem, ale do niego wagi nie przywiązywał. W plikach papierów siedział ciągle.
Gdy mu zajęcia nie stawało żywego, naówczas lubował się w przeglądaniu starych procesów rozmaitych, szczególniej o posiadłości ziemskie i nikt od niego lepiej nie znał status causae ordynacyi ostrogskiej, albo sławnego owego procesu kapituły wileńskiej.
W papierach u niego ład był większy niż w gospodarstwie, w którem sami się ekonomowie rządzili i niemiłosiernie go okradali.
Sama pani Sniehocina, Anna imieniem, z domu Brzechwianka, kobieta była miłującą spokój, cicha, pobożna i dobra, a dla jegomości gotowa i cierpieć i milczeć i czynić, co kazał, byleby mu z tem dobrze było, to też może przykładniejszego małżeństwa nad to na świecie nie było. Szanował ją Sniehota i z wielkiem był dla niej przywiązaniem, ale miał taki obyczaj niedobry, że mimo to przy niej często na kobiety wyrzekał, prześmiewał i przykrość jej tem czynił.