Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Bracia rywale.djvu/16

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


giemu, zakrystjan następcy... — a gdy historya dwa pokolenia przeżyła... jak mur była mocną...
Ks. Celestyn Paczura, choć się niby z mieszczańska zwał, szlachcic był czystej krwi, ale z tej małej, ubogiej szlachty, co nigdy na wierzch nie umiała, czy nie chciała wypłynąć. — W Lubelskiem Paczurowie Ostoje mieli wsi kilka, jeszcze niedawnemi czasy. Brat ks. Celestyna, pan cześnik Medard Paczura trzymał kawał ziemi dziedzictwem, lecz nie pilnował gospodarstwa i marno to poszło. Żona zmarła ze zmartwienia, dzieci się przy klucznicy wychowywały, aż p. Medard, który nieustannie jeździł, sejmikował, służył wszystkim oprócz siebie, umarł w samą porę, gdy już mu i to, co zostało a wisiało, zabierać miano.
W spadku po nim ks. Celestyn wziął dwóch chłopaków, o rok tylko wiekiem się różniących... których mu owa klucznica płacząc odwiozła... bo nikogo na świecie, prócz tego stryja nie mieli. Trzeba było znać skład domu i gospodarstwo proboszczowskie, żeby zrozumieć, jakim to ciężarem mogły się stać dwie gęby młode... Wprawdzie probostwo miało niby folwark, zwany Plebanką, o którym wspominaliśmy, lecz z tego niewiele było pociechy. Trzymał go od dawna ubogi człek obarczony familią, niejaki Hołłowicz, szlachcic zamaszysty, gadatliwy, umiejący proboszczowi biedę swą w strasznych przedstawiać kolorach. Ten, sam Bóg wie, czem i jak się proboszczowi za dzierżawę wypłacał. Rzadko się ks. Paczura z groszem obaczył. Dostawiano po trosze zboża, owsa, grosz wpływał kapaniną — nie było z tego pożytku. Dochody kościelne szły na kościół i jego utrzymywanie. Dosyć że ksiądz biedę klepał, ale ks. Paczurze łatwiej ją było znosić niż komu innemu, bo nie wiele dla siebie potrzebował — a pogodę i wesołość miał taką w duszy, że mu jej nic, chyba cudze nieszczęście zamącić mogło.
On sam, przy wielu postach a bardzo skromnem życiu, obchodził się małem; zapraszano go też to tu to owdzie często, więc głodnym nie bywał. Nakarmić tylko kościelne sługi i wymaganiom ich uczynić za-