Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Boża opieka.djvu/55

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przychodziła kanonikowi przeszkodzić w pracy i wziąć od niego dyspozycyą... Wywołała go i tym razem z pokoju.
— Moja dobrodziejko... zawołał znękany przerwą w czytaniu Hodowski — na rany Chrystusowe, czego ty chcesz odemnie!
— Ależ przecie zobacz jegomość w kalendarzu, jutro urodziny, przyjadą ze wsi, trzeba dać jeść, niech kanonik zadysponuje...
— Co ja ci mam zadysponować! co! — zawołał Hodowski — czym ja kucharz? czy ja smakosz? czy mnie to nie wszystko jedno?...
— Tak, a potem powiedzą Maciejowa winna...
— Któż ci kiedy co powiedział?
— Już ja nie chcę dać złym językom powodu do oszczerstw... nie chcę. Dysponuj jegomość.
— Ale rób co ci się podoba...
— Dysponuj jegomość... już od tego nie odstąpię...
Kanonik lubił kaszę na mleku... pierwszą więc myślą jego była ta potrawa. Maciejowa zaprotestowała, narada trwała kwandrans, kanonik się upocił, stanęło na barszczu i pieczeni z rożna, oraz leguminie z winnym sosem; kucharka chciała dodać coś jeszcze, ale ksiądz ofuknął. — Co ty tu uczty Baltazarowe i Lukullusowe chcesz wyprawiać!...
Tem jej usta zamknął, gdyż oba te imiona przypominały mocy piekielne i brzmiały Belzebubem; skończyło się więc na barszczu, pieczeni i leguminie z winnym sosem... Obrachowano jadło na trzy osoby... Zwykle siostra i szwagier przybywali około dziesiątej, kanonik na nich ze mszą czekał, odprawiał ją dla nich, a po powrocie około południa obiad podawano; tego jednak dnia w godzinie zwykłej zamiast obojga przybyła tylko sama siostra, pani Brzeska...
— Daruje ksiądz brat, że mój mąż nie przyjechał — rzekła po przywitaniu — ma tam jakieś kłopoty i lata jak oparzony; jegomość się nim do wszystkiego wysługuje... a on też mu aż zanadto służy...
To mówiąc spuściła oczy i łzę otarła; kanonik