Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/97

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


poruszała i wydawała czynniejszą, Letreu tłusta, blondynka piegowata z włosami rudawemi — jeszcze od niéj była przebieglejszą.
U obu inaczéj jak prezentami i to znacznemi, albo wprost pieniędzmi — interesu zrobić nie było można, a znały tak stosunki i usposobienia królowéj, że od razu mogły powiedzieć co łatwem, a co trudnem było do przeprowadzenia...
Wpływ ich na królowę był tak wielki — czemu mi się zrazu wierzyć nie chciało, że siostra rodzona, która za Wielopolskiego wychodzić miała, księżna Radziwiłłowa siostra króla, inne panie i panowie, nie wyjmując Wojewody ruskiego Jabłonowskiego musieli je sobie zjednywać... Niema mowy o tem nawet że król też te potęgi szanował, nigdy się z niemi w walkę nie wdając.
Pozwalał sobie czasem żartów z tego iż królowa tak im ulegała, ale Marja Kaźmira wpadała w gniew, a Sobieski na klęczkach najukochańszą Marysieńkę przebłagiwać musiał. Wszystkim było wiadomem iż do królowéj najprostsza i najpewniejsza droga, prowadziła przez garderobę.
Mnie dotychczas było to obojętném, bo chyba dla pozyskania Felisi byłbym się starał o łaski Letreu lub Federby. Teraz zaś i ta moja głupia, nieszczęśliwa miłość była tak zdesperowaną, żem tylko patrzeniem i napawaniem się widokiem Felisi, musiał się karmić.
Rozum mi powiadał że z tak płochego, a w takich przykładach wydawanego dziewczęcia, żony przywiązanéj i wiernéj, która by się domowem szczęściem na wsi kontentowała, mieć nie będę. Desperowałem więc