Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Na myśl mi przyszła Felicja i westchnąłem mimowoli.
— Prawda, dodałem, że téj francuzicy nieszczęsnéj nie widzieć, śmiercią by było dla mnie.
Przekonał mnie Szaniawski, różne drobne przypominając okoliczności, iż w istocie Federba miała coś do mnie, jakbym jéj był do czegoś potrzebnym. Nie przypuszczałem jednak żeby to miała być miłość — bo na samą tę myśl — dreszcze mnie przechodziły, taki do tego kościotrupu wstręt miałem.
Nazajutrz już na baczności będąc — przekonałem się iż Szaniawski prawdę mówił, alem pocieszał się tem, iż jéj może, wiecznie intrygującéj, do innéj sprawy jakiejś u króla byłem potrzebnym. Ostrożnie i grzecznie starałem się z drogi schodzić...
Postrzegłem i to że francuza inżeniera mocno u Felicji popierała, aby mnie zrazić do niéj. Siadaliśmy codzień dwa razy razem do stołu... tego uniknąć nie mogłem. Prawie zawsze albo Letreu lub Federba naprzemiany z nami jadały, rzadko obie, bo jednéj z nich królowa potrzebowała nieustannie.
Służba ta ich przy Pani była szczególnego rodzaju... Spełniały niby około osoby jéj, nawet najpospolitsze obowiązki przy wstawaniu, ubieraniu, kąpielach i t. p. ale to im tylko służyło do przynoszenia plotek, do zawiązywania intryg lub do odbierania rozkazów różnych, które spełniały. Często też po całych dniach się jedna z nich gdzieś odprawiona absentowała. Ci, którym o łaski królowéj chodziło, co o wyjednanie czegoś się starali, jak w dym szli do jednéj lub drugiéj.
Ludzie utrzymywali, że choć Federba więcéj się