Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/80

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


sze prowadzącego zastępy, sam czterdziestu tysiącom dowodził.
Gdyśmy do Lwowa z królową i całym dworem przybyli, już jedno tylko z ust Sobieskiego słyszeć się dawało — albo tu paść lub zwyciężyć...
On też jeden w początku męztwo okazywał i w Bogu nadzieję, a niemi drugich natchnął, bo gdybyśmy przybyli do miasta, tylko łzy i narzekania słychać było, a kto mógł uchodził precz... Dopiero gdy go ujrzano krzątającego się, ciągle na koniu, działa rozstawującego, wojsko opatrującego, a pogodne okazującego oblicze — duch też wstąpił i w wojsko i w mieszczan.
Na dwa dni wprzódy nimeśmy pod murami turków nadciągających ujrzeli, łuny stały do koła po całych nocach aż strach i groza patrzeć było...
Sobieski z góry to zapowiedział, że byle się turcy ukazali, niedając im obozem się położyć, natychmiast na nich rzucić się musi. — Wszystko to tak przygotowanem było, ażeby Nuraddyn większych sił niż wistocie były, miał wyobrażenie. Dla tego jak pod Zbarażem i Beresteczkiem, użyto fortelu, iż kopijników lance i proporce osobno w zaroślach zatknięto, przestrzeń niemi znaczną zajmując, która zdala jak wojskiem osadzoną się wydawała...
Przed wyciągnięciem z miasta, w kościele OO. Jezuitów król, królowa, hetmanowie, starszyzna, pułkownicy przed obrazem ś. Stanisława Kostki modlili się ze łzami...
Patrzyłem na Jana wówczas, alem na jego twarzy tylko zapał i niecierpliwość widział. Wprost z kościoła, żonę ze łzami w oczach uściskawszy, Fanfenika całując — konia dosiadł.