Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/73

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Zaledwie Te Deum odśpiewano, gdy już przyszła królowa, wraz z posłem francuzkim i swojemi przyjaciółmi i przyjaciółkami tak czynnie się krzątać poczęła około rozdawnictwa urzędów, starostw i wszystkich tych jakiemi król rozporządzał — że sobie wrogów namnożyła bez liku.
Trzeba ją było widzieć pod ten czas, naprawdę swem szczęściem i potęgą upojoną, dwakroć dumniéjszą i kwaśniejszą niż kiedykolwiek była, mściwą — rozkazującą — despotyczną i nie szanującą nikogo. Jedni tylko posłowie obcych mocarstw, Nuncjusz szczególniéj i biskup marsylski byli wyjątkami — bo dla nich pewny respekt miała — obu ich potrzebując, co od innych — nie oszczędzała nikogo.
Można sobie wyobrazić ile nienawiści, sarkań, gniewów obudziła przeciwko sobie. Z kobiet nawet te z któremi dawniéj w przyjaznych była stosunkach, wszystkie zrażone się od niéj cofnęły i jawnie lub skrycie poprzechodziły do obozu nieprzyjacielskiego.
Król zaś, wyjąwszy gdy szło o wojsko i obronę granic, we wszystkich innych sprawach, ślepo jéj był posłuszny. Gdy się w czem oparł, dąsała się, zamykała, niewpuszczała go do siebie, nie dawała rączki dotknąć i w końcu wymogła co chciała.
W rozdawnictwie urzędów, — musiał Sobieski, choć ze wstrętem dopuścić aby zaprowadzony za Władysława i Kazimierza system, który Marja Ludwika do końca utrzymywała, — nie został zmieniony.
Wiadomem było że za wszystko sobie francuzka płacić kazała — a wychowanica jéj natychmiast przejęła ten obyczaj, o czem król choć wiedzieć niechciał, ulegał i milczał. Zwało się to porękawicznem, było ni-