Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/66

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


świadkiem był w winiarni całego zajścia i powodu jaki miałem, ujmując się za cześć pana.
A choć tej nocy zasnąć prawie czasu nie miał, przyszedł Hetman sam do mnie.
— Bóg zapłać, Polanowski, rzekł pochyliwszy się nademną — ale powinieneś wiedzieć że psie głosy nie idą pod niebiosy, a w takiej kupie ludzi nie porywać się jednemu z szablą... Łaska Boża że cię nie rozsiekali.
Na co ja mdłym głosem odparłem.
— Człowiek niepoczciwej potwarzy słuchając pomiarkowania niema...
A Hetman uśmiechając się, bo już mu spieszno było — odparł tylko.
— Janasz powiada że was rychło wykuruje, tym czasem leżeć spokojnie...
Rad nie rad w tej godzinie, gdy mi najgoręcej się chciało, patrzeć i słuchać zamknięty w dusznej izbie, przykuty do łóżka męczyć się musiałem i polewką mnie karmiono, a wściekły głód męczył...
Szaniawski mi wiadomości wszelkie do poduszki przynosił...
— Nie stało by nas wszystkich ilu jest przy Hetmanie, — powiedział — gdybyśmy za francuzką się ujmować chcieli... On jak on, ale ona się ma z pyszna, aż uszy więdną. Odgrażają się że choćby królem obrany został, co pewno nastąpić musi — jej koronować nie dopuszczą...
Ale o tem ja i wszyscy wiedzieli zdawna, że krom rozkochanego w sobie małżonka, Wojewody ruskiego, którego sobie starała się pozyskać, kilku osób do ro-