Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/65

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


stojącego a perorującego ze stołu szlachcica, któregom na ziemię ściągnął...
W izbie ciasnota była wielka, ludzisków różnych kupa, jedni za mną, drudzy za obalonym stawać poczęli... Ja już spełna nie wiedziałem ani co czynię, ani na co się ważę i ledwie się podniósł z ziemi orator, z szablą na niego wpadłem.
— Bij się, szelmo!!
Zaczęto nas rozrywać nadaremnie, bo mną taka złość miotała, taka jakaś siła wstąpiła we mnie, żem się i dziesięciu nie dał, a Litwina Suszkę, który tak przeciw Hetmanowi bluźnił, po łbie raz i drugi ciąwszy, — byłbym dobił, gdyby mnie gwałtem nie oderwano od niego...
Nie czułem tego nawet że sam też cięty w ramię ranny byłem i nie opamiętałem się aż w ulicy, bo mnie poznawszy niektórzy uprowadzili poniewoli właśnie gdy się litwa mścić za Suszkę zabierała...
Tum się dopiero obejrzał że mi ciepło w rękawie, ale że ręką władać mogłem — nicem sobie z tego nie czynił, i ledwie chustką zawiązawszy, pospieszyłem do kazimierowskiego pałacu...
Alem już do Hetmana samego z odpowiedzią pana Wojewody nie mógł dostąpić, bo przy świetle się okazało żem cały był krwią własną i ranionego umazany, a we łbie mi się też kręciło i padłem na łóżko jak martwy.
Dopiero nierychło, gdy Hetmana Felczer żyd nadszedł zawołany i ranę opatrzył a mnie orzeźwił, do zmysłów przyszedłem...
Tłumaczyć się z tego co się stało niepotrzebowałem, bo Michałowski, dworzanin też Sobieskiego