Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/346

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rzeczpospolita, co się tak praw tych rakuskich obawiała, a od stu lat przeszło czuwała niedopuszczając wpływu rakuskiego, kolligacij z niemi, miała teraz abdykować wstręt obawę — niechęć i dobrowolnie owo jarzmo dać sobie nałożyć.
Gdy się zjechała szlachta a poczęło na Woli zwykłym obyczajem szumieć, my z Szaniawskim prawieśmy nieschodzili z pola i od szopy.
Z wielkiem zdumieniem przekonaliśmy się że nawet Jakub miał trochę ludzi za sobą, że tu i owdzie się za nim odzywały głosy — ale przewidzieć było można łatwo — że się utrzymać nie potrafi.
Z jednéj strony francuzi sypali pieniędzmi, na gwałt prowadząc ks. de Conti, z drugiéj Przebendowski kasztelan Chełmski, z niejakim Flemingiem — szwagrem swym — sasem talary niemieckie sieli w polu, w nadziei że z nich korona urośnie.
Z niepospolitą chodzili zręcznością, pokątnie, cicho przekupując ludzi obietnicami większemi jeszcze niż pieniędzmi.
Radziejowskiego jednak — Prymasa, którego głos najwięcéj znaczył przy wyborze — nie potrafili sobie zjednać — chociaż Nuncjusz około tego chodził w sekrecie i biskupów kilku pozyskał — a między innemi Dąbskiego Kujawskiego, który się na wszystko gotowym oświadczał — nawet przeciwko Prymasowi Elekta obwołać.
Gdy przyszło do wotów, w początku województwa Krakowskie i wielkopolski część okrzyknęły Jakuba, a reszta zagłuszyła je, wołając Conti.
Z płockiego też trochę głosów miał Jakub za sobą.
Za Sasem dopiero późniéj oświadczać się zaczęto,