Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/345

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


musiał, który na tron polski zalecał i prowadził Elektora Saskiego Augusta, albowiem mu się zobowiązywał wiarę swą luterską odrzucić, katolikiem zostać, a potajemnie przyrzekł starać się o to aby jezuici poddanych też jego nawracali i kościołowi zyskali na nowo.
Wkrótce też potem królowa się tak naprzykrzyła wszystkim w Warszawie, niespokojnem zachowaniem się i intrygami, mnożąc tylko rozterki — że jéj kazano się oddalić na czas Elekcij, tak jak innym kandydatom prawo pobytu czasu sejmu wzbraniało.
Tylko że jéj pozbyć się nie było łatwo, a siłą ją wyrzucić Radziejowski nie mógł, aby na siebie zarzutu niewdzięczności nie ściągnąć. Dopiero więc we trzy miesiące, po objawieniu jéj zapadłego wyroku — wygnania do Gdańska, — zdołano się jéj pozbyć.
Tak to — w oczach naszych spuścizna po wielkim monarsze, w niwecz poszła i zmarniała, w ohydę podaną została przez jedną tę kobietę, która zgubą była za żywota mężowi, a po zgonie jego rodzinę swą własną zagubiła.
Ja — pomimo że w Warszawie już nie było co robić bo o sepetach i garniturach zupełnie zabyto i nikt o nich nie pisnął, a biednemu Matczyńskiemu z żalu po przyjacielu się zmarło wkrótce — pozostałem do Elekcyi — przedłużywszy dzierżawę szwagrowi.
Ciekaw byłem końca, którego nikt nie mógł przewidzieć — Załuski popierał Contiego.
Dla nas też to była rzecz prawie nie do wiary, ażeby Sasa — protegowanego przez rakuski dwór, miano okrzyknąć.
W głowie się nam nie mieściło, ażeby ta nasza