Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/331

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Jabłonowski ją już nadto dobrze znał, a głos powszechny go uczył iż z nią i przez nią do niczego by nie doszedł. Patrzał też na los niegdy przyjaciela swego nieboszczyka króla i przekonał się, że korona nie była do zazdrości.
Wojsko się zaraz, pod pozorem zaległych żołdów, skonfederowało, dopominając wypłaty — ale konfederacja ta poddmuchniętą była albo przez rakuzkich lub przez francuzkich intrygantów, którzy się z niéj spodziewali korzystać.
Jeszcześmy byli w Warszawie z Szaniawskim, gdy Jakub, który ciała ojca nie chciał wpuścić do zamku, a późniéj musiał mu wrota otworzyć i ohydę tylko na siebie ściągnął, zmiarkowawszy iż zajście z matką i szczucie przeciwko niéj i Aleksandrowi powszechną zgrozę obudzą, postanowił się z nią przejednać.
My gdyśmy o tem posłyszeli, śmiać się nam chciało, i pamiętam że Szaniawski o trzy garnce węgierskiego chciał iść w zakład iż się nie pogodzą.
Ale do zakładu nie przyszło, bo sam on pomiarkował, że gdyby królowa tylko w tem korzyść dla siebie widziała najmniejszą, gotowa się zgodzić, a nazajutrz pokłócić... Serca w niéj nigdy nie było, pycha rządziła wszystkiem.
Jeszcze teraz, gdy już ze skroni jéj korona ze śmiercią króla spadła, z majestatem swym nosiła się tak samo dumna i otaczała dworem, ceremonją, jakby zawsze królową była.
Ale jak między mężczyznami nie miała przyjaciół krom tych których sobie kupować musiała, a wrogów tysiące liczyła, tak między kobietami, nie wyłączając