Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/326

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Król nie żył...
Było to mało co po zachodzie słońca, długiego czerwcowego dnia...
Co się potem u nas w Wilanowie działo, jak się zawieruszyło — niepodobna tego opisywać.
Królewicz Jakub udał się był przedtem do Warszawy na Zamek, czy w przewidywaniu zgonu ojca — nieumiem powiedzieć ani twierdzić mogę... Dano mu natychmiast znać konnym posłańcem, ale nie od królowéj matki, tylko ktoś z jego przyjaciół — i to potajemnie...
Słyszałem nieraz z ust samego króla że w chwili urodzin jego, burza straszliwa szalała nad Oleskiem.
Otóż dziwnym trafem, w tę rocznicę, zaledwie król oczy zamknął, nadciągnęła chmura i rozpoczęła się ulewa z gradem i piorunami, z wiatrem takim, że zdawała się chcieć wszystko zburzyć i zniszczyć. W ogrodzie Wilanowskim ze starych topoli kilka z korzeniami wyrwało, dachy pozrywało...
Zwłoki królewskie jeszcze nietknięte leżały na łóżku, gdy nadciągnęła burza i przeraziła wszystkich. Pio[1] po piorunie waliły w Wisłę i w ogrodzie.
Strach nas jakiś ogarnął, żeśmy poklękali wszyscy modląc się zapłakani.
Królowę kobiety jéj na rękach zaniosły pod kotarę...

Burzy tak gwałtownéj mało kto sobie w życiu przypominał — i nierychło przeciągnęła... Jeszcze się to przyczyniło do zamięszania w pałacu, bo do reszty głowy potracili wszyscy. Ale może najpierwsza się królowa podniosła, do swoich przyjaciół śląc do Warszawy...

  1. Przypis własny Wikiźródeł Błąd w druku; korekta na podstawie wydania z 1913 r.