Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/323

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


nawet łatwo, na pierwszy rzut oka poznać polaka. Wyraz oblicza miał zasępiony — ponury, dziki niemal.
Wszystkie potomstwo Sobieskiego, wychowane pod oczyma matki, dumą się odznaczało, na stopniach dworu zrodzonych książąt.
Jakub się spokrewnił z książęty niemieckimi przez małżeństwo swe z ks. Neuburgską, potem na rok coś przed śmiercią króla wydano księżniczkę Teresę za bawarskiego Maksymiljana, młodsi też mogli się spodziewać koligacij nie mniejszych.
Na wiosnę następnego roku, co miał się dźwignąć zimę przebywszy — bo tego doktorowie się wszyscy spodziewali — rachując wedle przysłowia że marzec przeżył, więc siły odzyska — myśmy widzieli go coraz opadającym. Częste miewał głowy zawroty — chodził ciężko i o kiju ledwie się wlókł. Powietrze wiosenne co go miało ożywić, — po przechadzce osłabiało. Czuł się niem jakby upojonym. Doktorowie zapytywani milczeli, a dla nas to miało znaczenie wielkie. Z twarzy ich widać było troskę i niepewność. On przecież wesołym się okazywał i w małem kółku żartował sobie, wcale się nie zdając obawiać śmierci.
Są tacy ludzie, w których życiu ręka opatrzności jest widoczna. Takim był Sobieski przeznaczony na wielkie dzieła a zarazem na utrapienia i upokorzenia; dusza wielka a człowiek słaby, gdy z własną namiętnością miał do czynienia.
Całe to jego życie dziwnie nauczające — a i koniec też jakby umyślnie przygotowany w sam dzień urodzin, którego dnia też na tron był powołany i do drugiego lepszego życia.
Po uroczystych procesjach Bożego Ciała do Wila-