Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/320

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dali mu że szlachcicem nie był popełnili w izbie poselskiéj gwałt na jego osobie, uszło im i to bezkarnie.
Król nie miał władzy żadnéj — a tacy pankowie, wojska na dworze trzymający, otoczeni klijentami — ubogą szlachtą, którą żywili — pozwalali sobie co chcieli — i ani sejmy ani trybunały od ich prepontencij wolne nie były. Najlepsza sprawa przeciwko nim przegraną być musiała — bo szablami pisali sobie dekrety.
W Warszawie naostatek oburzenie było przeciwko Sapiehom takie, a z ich przyczyny i na całą Litwę — że gdy jeden z nich chłopców w palcaty w wojnę się zabawiających zaczepił i pogromił — koronna szlachta rzuciła się na litwinów i byłoby do krwawéj przyszło rzezi w ulicach — gdyby się Sapiehowie nie wynieśli z Warszawy, wraz ze swemi — ale sejm też zerwany został.
Ostatnie te dwa lata, przy ciągłem niezdrowiu królewskiem, niepokoju na dworze dla zatargu z Jakubem zabiegów królowéj aby przed zgonem wszystko opanować — na co już stary zobojętniały pan patrzał zimno, nic poradzić nie mogąc — życie i dla nas przy osobie jego zostających, nie było bardzo słodkiem.
Musieliśmy z kilku wiernemi przyjaciołmi króla na straży stać ażeby mu nieustannie jakąś burdą, skargą i wrzawą nie zakłócano spoczynku.
Widocznem było że się niemal dziecinnie zabawiał fraszkami często — aby daremnie się nie gryźć, na co radzić nie umiał.
Wolał o ogród się troszczyć niż o sejmiki i Sejm, książki sobie kazać czytać i o nich rozprawiać, instrumenty różne nowo wymyślone sprowadzać i z niemi eksperymenta czynić niż de publicis nadaremnie ra-