Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/295

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


przy sobie, a ci się do niego jak do ojca przywiązywali, miał zawsze najlepsze wiadomości z Konstantynopola i teraz wiedział że turcy naprzeciw niego gotowali się we czterdzieści tysięcy więcéj wysłać nie mogąc bo zewsząd byli oskoczeni. Do nich mieli się przyłączyć Tatarowie Pogajscy i z Budziaku. Spodziewał się król jedną bitwą szczęśliwą rzucić popłoch na ordy i przepędzić je precz z Bessarabij i sąsiednich krajów.
Pochód nasz się przeciągnął z tego powodu że krom Prutu wody nie było nigdzie i dla niéj musieliśmy się ciągle trzymać po nad brzegami.
Z obozu na téj równinie Cesarskiéj, gdzie król opłakiwał zgon dziada swojego i nabożeństwo za jego duszę odprawiać kazał, wojsko szło daléj do Falesi, mało nie dwie niedziele jakom powiedział, dla wody. Zapewniano króla że zamek znajdzie opuszczony jako inne — ale nie w gorszym stanie od nich — tymczasem na miejscu się okazało, że tylko gruzy z niego obalone na kupy pozostały. Ani jednego budynku — ani jednéj ściany całéj nie znaleźliśmy, oprócz kościoła. Ale gdyby nawet i w lepszym stanie zamek się okazał na nic by się nie zdał, jak twierdzili inżynierowie — bo dokoła był opasany wzgórzami nad nim panującemi, tak że jak w kotlinę do niego było można strzelać.
Posucha — znużenie wojska, kraj pustynny, — skłoniły króla daléj już nie idąc zawrócić, odkładając na rok przyszły dokończenie. Załogi tylko po zamkach miały się wzmocnić. W Gałaczu most wystawiono i przeprawiliśmy się za Prut, gdzie paszy i lasu było poddostatkiem.
Czwartego dnia po rozpoczęciu odwrotu od Falisi,