Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/293

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


chodziło je klecić z kłód obalonych. Rzeki też nie były na teraz do przebycia trudne, bo z nich, dla długiéj nie do uwierzenia posuchy, zostały tylko suche po większéj części łożyska. Powiadano że od lat trzech kropla deszczu tu nie spadła — wszystko też na popiół było wysuszone, a pomimo to rosami żywione trawy — szczególniéj na nizinach w pas człowiekowi sięgały.
Tylko uchowaj Boże ognia paliły się jak hubka, bo spodem poschłych badylów leżało grubo.
Jeszcześmy z Bukowiny nie wyszli, gdy do króla przybył z oświadczeniem gotowości poddania się Hospodara, powinowaty jego, zapraszając do Jass, aby zapobiedz zbieganiu się mieszkańców. Jednakże wielkim jego obietnicom wierności i poddaństwa wiary nie bardzo dawano, po tylokrotnych zdradach. Na dni trzy od Jass, posłano przodem osiem tysięcy ludzi aby je zajęły, ale Hospodara — który się tak serdecznie oświadczał — ani rodziny jego już nie zastaliśmy. Wszystko to pierzchnęło, skarby swe zabierając z sobą.
Położenie Jass bardzo piękne, miasto zbudowane porządnie, cerkwie jak zamki obronne, ogrody — winnice do koła, — wszystkim po przebyciu lasów i pustkowi rajem się wydały.
Zamek pryncypalny na wzgórzu, mury bardzo stare i nieforemne ale bardzo mocne. Znaleźliśmy w nim sale i komnaty mozaikami i złoceniami przyozdobione bogato, jakich się nigdy tu spodziewać nie było można.
Lud też dorodny, silny, piękny, mężczyźni rycersko wyglądający, mowa do włoskiéj podobna. Wojsku naszemu król jaknajsurowsze wydał rozkazy aby nikomu najmniejszéj krzywdy czynić się nie ważono,