Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/289

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


leść odpowiedź, tak grzecznie, łagodnie, rozumnie dotykał każdego przedmiotu.
Przytem niezmordowany był, a gdy zamieszkał na dłużéj, zblizka się przypatrując jego sposobowi życia, musieliśmy i my go podziwiać.
Nie miał żadnéj słabostki, ani jadło, ani napój, ani błyskotka go żadna nie nęciła, a w towarzystwie najdostojniejszych osób obracał się z taką swobodą, jakby był między swojemi. Jako kapłan, pobożny a nie świętoszek, tolerujący wiele, a nie wychodzący z granic — słowem jednym był w istocie stworzonym aby się stać ulubieńcem i powiernikiem znużonego i utrapionego pana, jakim król był naówczas, gdy się on zjawił.
Wpływu i przewagi jakie późniéj pozyskał, nie chwaląc się niemi — nie zdobył odrazu, ale od pierwszego spotkania się zjednał sobie aplauz nietylko pański, ale niemal wszystkich u dworu. Umiał się bowiem tak obchodzić z każdym iż go za serce chwytał. Szczerym był, czy tylko tak wielki kunszt posiadał ujmowania sobie, Bóg wie jeden — lecz czarodziejem go nazwać było można.
Przy tem wszystkiem zazdrości nawet nie obudzał, bo nikt się z nim na równi postawić nie mógł.
Gdy się późniéj okazało, że pan nasz raz wraz go potrzebował, rady zasięgał, objaśnienia od niego żądał — a O. Vota już go nie odstępował, bywało iż w antykamerze lub w gabinecie, nierozbierając się legał na ławie albo na sofie i chustką sobie twarz przykrywszy drzemał tak, aby być na każde zawołanie.