Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/285

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zywał komu przypisywał pogrom, który złamał potęgę pogan i tamę dalszemu ich posuwaniu się i zdobyczom położył.
Za pozwoleniem króla, o które mi się Szaniawski przez p. Matczyńskiego postarał, przedłużyłem pobyt mój na wsi, z wielkiem matki ukontentowaniem, która by mnie była chętnie zatrzymała przy sobie, nalegając na to ażebym się żenił. Lecz wcale gustu do stanu tego nie miałem.
Przez cały ten czas przeciągniętego pobytu w Połonce, albom się z gospodarstwem obeznawał, lub końmi zajmował, które lubiłem bardzo, albom po sąsiadach jeździł, którzy mnie serdecznie zapraszali i ugaszczali, tak że często na jeden dzień wyjechawszy, — całą niedzielę wyrwać się nie mogłem. Matka już późniéj nauczyła się, wspomagając mnie, — posyłać od siebie z żądaniem pilnem powrotu do domu i to mnie wyzwalało.
Czas ten mile spędziwszy między swojemi — odetchnąwszy, pokrzepiony, dopiero w lecie roku tego — gdy mi Szaniawski doniósł że król sam miał wyruszyć ku Kamieńcowi — zerwałem się z téj kopni, spiesząc — do pana, aby mu służyć znowu.
Znalazłem Jana otoczonego świetnym dworem posłów, książąt, kawalerów różnych racyi, którzy się wpraszali aby pod nim mogli uczyć się rycerskiego rzemiosła. Nie potrafię tego opisać co to była za świetność, przepych i życie w Jaworowie, pod któremi na czas kryły się potajemne knowania Cesarskich przyjaciół i króla francuzkiego agentów. Zatruło mi to życie, żem zaraz w początku namacał przewagę królowéj we wszystkiem, która już nietylko polityką