Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/284

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Lekko dziś nieraz ludzie męczennikami się zowią i przyznają sobie to wielkie imie, które nosić godzien jest tylko ten co cierpiąc się nie skarżył — Bogu ból swój ofiarował i na rusztowaniu się uśmiechał. Otóż takim prawym męczennikiem z pogodą na czole był ten pan nasz przez wszystkie lata aż do końca. Nie skarżył się nigdy.
Raz tylko do ostateczności przywiedziony koronę chciał złożyć — bo już mu sił do dźwigania brakło — i dopiero naówczas postrzeżono co on znaczył i wiele ważył.
Francuzkie intrygi, Cesarskie zabiegi przy niewdzięczności oburzającéj — matki przeciw własnemu dziecku podstępne knowania — niepokój wewnętrzny aż do wojny domowéj posunięty — wszystko to spadło na niego a wszystkiemu winna była królowa. Ciężar jej grzechów on musiał na sobie dźwigać.
Nie patrzyłem na to gdy król naostatek się z żoną połączywszy, do Krakowa ściągnął na samą tę wigilję godów, bo ja też matce mojéj do nóg upadłem. Witano go tam pod bramami tryumfalnemi z radością wielką — powracał bohaterem nie już naszym — ale całego chrześcijaństwa — a na imie polskie blask jego imienia spadał. Dawna sława rycerska, któréj pozbyliśmy za Jana Kaźmierza i Michała, wracała nam.
Nawet we Francij, — w pierwszéj chwili wszystko brzmiało uwielbieniem bohatera, budząc tem większą ku niemu niechęć Ludwika XIV.
Przyznawano wielką zasługę Papieżowi, który do wojny zagrzewał, posiłkował pieniędzmi — lecz sam Innocenty XI, posyłając Sobieskiemu miecz poświęcony — przyczem się złota Róża dostała królowéj — oka-