Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


królowéj pozostała, wystrojoną jak lalkę... Boncourową.
Osłupiałem widząc ją, bo com sobie w myśli wystawiał postarzałą i zwiędłą, znalazłem tak świeżą, rumianą, odmłodzoną — jakby się w cudownéj wodzie owéj, o któréj baśnie powiadają, skąpała. Podeszła sama ku mnie sznurując pyszczek.
— A cóż to stary przyjaciei nie łaskaw? odezwała się. Czekałam go napróżno, zasłyszawszy o nim. Waćpanowie coście pogan gromili, tak jesteście tem zwycięztwem dumni, że już na nas patrzeć nie chcecie.
I, nie dając mi odpowiedzi, dodała.
— Musiałeś i wmość przy królu będąc, jak pan Miączyński i inni pięknych rzeczy dostać w namiocie Wezyra. U nas tu tylko o tem prawią żeście perły korcami mierzyli...
Rozśmiałem się.
— O drugich niewiem nic — rzekłem — a o sobie powiedźieć mogę, iż z wyprawy na turka, powracam jak turecki święty. Gdy drudzy o sobie myśleli, jam myślał o panu...
— Oh! oh! — przerwała... Któżby to temu wierzył..
Wchodziliśmy do kościoła — chociaż z próżnemi rękami i bez gościńca — dodała, będziesz mi wmość miłym gościem, proszę mnie nawiedzić.
Takeśmy się rozstali. Musiałem za tem powróciwszy do gospody pomyśleć o tem co jéj zaniosę. Nie miałem w czem wybierać. Oprócz tego co dla matki i siostry przeznaczone było, miałem tylko piękną zasłonkę szytą złotem, jakich się tam w obozie siła znajdowała — musiałem ją, w sepecik turecki wysadzony mosiądzem misternie zamknąwszy, zanieść jejmości.
Chciałem mało co pozdrowiwszy ją tylko i podarek