Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/275

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dością. Ztąd już mamy na Eperiesz ciągnąć nie spotykając i nie biorąc zamków, — bo nasi wodzowie stęsknieni do domów i spoczynku, słuchać nie chcą o żadnéj imprezie, on jeden, pan ten nasz do ostatka chwałę Bożą ma na myśli.
Ztąd, dzięki Bogu i pochód, mimo zburzony Filek, szedł nam snadniéj, gdyż niebo się wypogodziło i mrozy brać zaczęły takie w Listopadzie, jakie u nas około Trzech Króli zwykle przychodzą dopiero. Ale gruda lepsza niż błoto i mróz niżeli plucha...
Król na mapy i opisy krajów narzekał, że w nich nigdzie prawdy nie znalezie. Zapewniano nas iż tu gór wcale nie ma, tymczasem od Dunaju do granic naszych, nic, tylko same góry spotykaliśmy i gęste lasy...
W ciągu pochodu tego, król ciągle od Tekelego listy miewał i wiadomości, a ile nam te stosunki z nim czasu wyprawy pomocnemi były — wyrazić trudno.
Szliśmy tak ciągle, acz nie mogąc wedle myśli naszych panów pośpieszyć ku Koszycom. Król na to najbardziéj utyskiwał że nieregularnie wiadomości odbierał od Jejmości, a z Krakowa się żalono na toż samo i na fałszywe a skąpe nowiny, które cudzoziemskie gazety przynosiły. Myśmy też z okazów nie mieli zręczności w świat o sobie rozsyłać wieści, ani je ze świata odbierać. Doszło nas parę artykulików w Rzymie umyślnie fundowanego pisma, które miało specjalnie o wojskach i wojnie krzyżowéj przeciwko pogaństwu zawiadamiać. Drukował je niejaki Krakus, — o którym czy by włochem był, — lub jakiéj innéj narodowości — niewiem.
Daléj ku Koszycom wojsku się gorzéj działo, bo-