Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/263

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A co się w jego sercu dziać musiało czując że go na sztych umyślnie prawie dano!!.
Gdym przybył potem gdzie na materacu król dysząc okrutnie spoczywał, słyszałem narzekającego, ale nie na własną dolę, tylko że przez to nieprzyjacielowi zuchwalstwa przybyć musiało, że teraz i Wezyra się spodziewać było można.
Napróżno go Wojewoda ruski z innemi — mitygować chcieli — aby daléj nie ciągnąć, nie narażając się, wojsko schorzałe mając, dość uczyniwszy już, zawrócił do domu. O tem on ani chciał słyszeć bez odwetu — ani sobie dał mówić, zaraz nazajutrz się wybierając, byle piechoty i działa nadeszły, — szturmować Parkany i most.
— To co nas spotkało — mówił — przyjmijmy za sprawiedliwą karę Bożą, za rabunki kościołów zdzierstwa, wszeteczeństwa, jakie wojsko popełniało. Widziałem ja co się działo, bolałem i groziłem że precz odjadę, przy takiem wojsku nad którem wisi kara Boża trwać niemogąc.
Późniéj też król dowódzcom wyrzucał że wojsko się rozleżało, ćwiczeń zapominało, oficerowie niedbali byli i niepilni, żołnierz rozpuszczony. W dragonij, jak się ukazało, wielu lontów zapalonych brakło — i marnie przepadli.
Lecz wszystko to po niewczasie przychodziło. Niemcy, choć się może w duchu cieszyli że my też za nasze zachwalstwo ukarani zostaliśmy, wielką niby komonizerację ukazywali — a zdumieli się mocno — gdy król oświadczył — że nie wziąwszy odwetu — spokoju mieć nie będzie.
Po tym pogromie i stratach — wszyscy prawie ota-