Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/250

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


był dłuższym przy nim pobytem wyraz oblicza — ze stanem duszy porównywać.
Po zwycięztwie stał się mogę powiedzieć pobożniejszym jeszcze i z tego co mówił znać było iż wierzył w swe posłanie na pogrom nieprzyjaciela krzyża świętego. Wszystko do Boga odnosił, ale przeto się wcale nie zaniedbywał aby po ludzku przewidzieć potrzeby wojsk i zaspokoić je. Na opatrzność się zbytnio nie spuszczał.
Po wyjściu z Wiednia, nieprzyjaciela ani znaku już ani innego śladu oprócz trupa i padliny na drogach... a zniszczenia i ruiny okrutnéj. Ci niemcy, którzy nam przybywającym na sukurs z takiemi komplementami zabiegali drogę, uniżali się, salwatorami czcili — teraz się stali nieprzyjaciołmi. W znacznéj części do tego się przyczyniała nędzna owa chciwość ludzka, bo wiadomem było że myśmy co najprzedniejsze namioty i skarby owe Wezyrskie opanowali, a choć król z nich szczodrą ręką obdarzał wszystkich, domyślano się olbrzymich łupów, mówiono o korcami mierzonych perłach i klejnotach i t. p. Pierwsze też europejskie gazety jakie się zjawiły, króla polskiego stawiły na czele, jemu wszystko niemal przyznawały co i Lotaryngskiego i innych srodze bolało. O Cesarzu niema co i mówić, bo temu łaskę czyniono milcząc o nim...
Pochód nasz dalszy ku Dunajowi i mostom któreśmy sobie budować musieli, osobliwy był. Znalezliśmy się sami, bez wieści o innych sprzymierzonych, pozostawieni własnemu przemysłowi — niewiedząc nawet co niemcy zamyślali czynić daléj, i jak z wiktoryi korzystać. Posyłał król kilkakroć, ale znajdował taką nie-