Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


wjazdu, musieliśmy wyłomem, uliczką ciasną przeniknąć do tego miasta — któreśmy ocalili. Lud by był krzyczał i cisnął się do zbawcy swego, ale Cesarscy pono zakazywali wszelkich tych oznak zachowując je dla Cesarza, więc tylko gdzieniegdzie się głosy wyrywały jak kradzione.
Król naprzód do kościoła Augustjanów po drodze wstąpił i tak mu pilno było Bogu dziękować — że gdy duchowieństwo się nie mające rozkazów, nie kwapiło do Te Deum, sam kląkłszy u W. Ołtarza począł hymn ambrozjański. Dopiero późniéj uroczyściéj powtórzono go u ś. Szczepana — gdzie król krzyżem leżąc słuchał.
Tu go ksiądz powitał owemi słowy które, się tak do niego dobrze zastosować dawały:
Fuit homo missus a Deo — cui nomen erat Johannes.
Niemcy extra chłodno swojego zbawcę przyjmowali, choć Starenberg sam się przyznawał że dłużéj pięciu dni nie byłby się mógł utrzymać, a myśmy widzieli co się w mieście działo — i jak mury od kul były pogruchotane, a lochy od min popsute.
Król J. Mość bardzo się tém cieszył, że chorągiew młodszego syna jego Aleksandra, którego podówczas Minionkiem (Mignon) zwano, (niemiał nad lat osiem) Wezyra złamała — o czem królowéj doniósł — wiedząc że Aleksandra nad inne dzieci przenosiła.
Co się jednak z tego narodzić miało, ani on, ani nikt nie przewidywał.
Na to potrzeba było przewrotności i śmiałości królowéj, aby skorzystać z wiadomości przeciwko Jakubowi, starszemu i Aleksandrowi nie zasłużoną sławę robić po świecie. Król sam życzył sobie aby z listów