Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/239

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


spoczynku, lecz nie chciał, i noc spędził na pobojowisku pod drzewem, a że jeść nie było co, a dzień cały głodem marliśmy, wcale tego nie czując, Starenberg przysłał cokolwiek żywności...
Tu niżeli daléj powiem co się z nami działo, muszę opisać jaki zwrót natychmiast prawie, po otrzymanem zwycięstwie nastąpił, który już nazajutrz się czuć dawał.
Po pierwszym wybuchu radości tym, gdy królowi mało nóg nie całowali okrzykując go — ochłonąwszy powoli, i żołnierze i wodzowie, spostrzegli, że znaczniejsza część sławy i korzyści z téj wiktoryi im wydartą została. Nad królem błyszczał wieniec zwycięztwa, w jego rekach była wielka chorągiew Mahometa, skarby Wezyra, namioty jego łup najznaczniejszy, słowem oni wszyscy schodzili na posiłkujących, on na głównego wodza i zwyciężcę...
Ztąd zazdrość zaraz, a nawet w tych co najlepiéj wiedzieli co byli winni królowi, który osobą swą i rozumem wszystkiem kierował i prowadził.
Więc i niechęć, więc ztąd łacne potwarze.
Powtóre, główny łup, który sobie może znaczniejszym wyobrażano niż był, — a był w istocie nie małym, opanowała nasza usarja dla króla i ten do niego należał niewątpliwie. Choć z niego późniéj szczodrą dłonią król wszystkim wiele rozdawał, mówiono o skrzyniach złota, o klejnotach nieocenionych, które sobie przywłaszczył.
Król na prawdę sam, chociaż wiele dostał, ale że wszystkiemi dzielić się musiał, a wiele mu też z rąk wychwycono, tak że nie było ciury, któryby się nie po-