Strona:Józef Ignacy Kraszewski - Adama Polanowskiego notatki.djvu/238

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


królowi, niemal ze łzami. W téj pierwszéj chwili czuli to i rozumieli wszyscy ile Sobieskiemu i nam byli winni, ale się to prędko odmieniło potem.
Tu zaraz u namiotów królowi niewolnik Wezyra, konia jego przyprowadził i złote strzemię ofiarował, które królowéj posłał z pierwszym listem i wiadomością o zwycięztwie...
Książe Lotaryngski podstąpił pod mury miasta dla oczyszczenia ich z pozostałych po przekopach i murach Janczarów, — niektórzy w pogoń się puścili, ale turcy uchodzili tak spiesznie, że ich napędzić było trudno. Wszystko jak wymiótł znikło z tego olbrzymiego obozu, który na poły poobalanemi namiotami z pozabijanemi końmi i wielbłądami, z mnóztwem najrozmaitszego łupu pozostał w naszych rękach. Zakazano było wprawdzie łupieży wszelkiéj, ale kto po nocy mógł upilnować...
Muszę tu wspomnieć tylko o samych namiotach Wezyrskich, które się królowi dostały, że to było jakby miasto wśród obozu, dla rozkosznego żywota zbudowane..., z takiem bezpieczeństwem jakby się tu niczego nie mógł obawiać Wezyr.
Ogrody, fontanny, łaźnie, altany, kioski, ścieżki powyściełane suknem i namioty z najdroższych materyi złotem bramowane, wewnątrz niezmierna moc sprzętu najwytworniejszego, kufry, sepety, siodła, kobierce, szaty w ilości niedowiary ogromnéj. Niechciało się prawie oczom wierzyć temu przepychowi z jakim poganin szedł pewien panowania, jakby je już posiadł.
Tymczasem jedna godzina wszystko w proch i ruinę obróciła.
Król mógł tegoż dnia jeszcze ujechać do miasta dla